Polski Instytut Kontroli Wewnętrznej

Wiadomości

2009-06-12

Korupcja jako pretekst

Korupcja jako pretekst

10.06.2009 Niemcy.

Działy koncernów odpowiedzialne za ich bezpieczeństwo już od dawna żyją własnym życiem - zatrudnieni w nich prywatni detektywi muszą zostać dużo mocniej wzięci w karby.

Długo to trwało, zanim wyrosło u nas przekonanie, że korupcja szkodzi dobru wspólnemu i przyczynia się do moralnego upadku. Szczególne formy dawania i brania, jak w przypadku Si(...)
Korupcja jako pretekst

10.06.2009 Niemcy.

Działy koncernów odpowiedzialne za ich bezpieczeństwo już od dawna żyją własnym życiem - zatrudnieni w nich prywatni detektywi muszą zostać dużo mocniej wzięci w karby.

Długo to trwało, zanim wyrosło u nas przekonanie, że korupcja szkodzi dobru wspólnemu i przyczynia się do moralnego upadku. Szczególne formy dawania i brania, jak w przypadku Siemensa, nauki kryminologiczne definiują zgrabnie jako "nadużycie funkcji (stanowiska pracy) w gospodarce do celów prywatnych".

Od jakiegoś czasu da się jednak zaobserwować inny rodzaj nadużycia, który szczerą walkę z korupcją może nie tylko zdyskredytować, ale i sparaliżować. Z niespożytą energią działy koncernów odpowiedzialne za ich bezpieczeństwo podejmują działania przeciwko domniemanym i faktycznym aktom łamania prawa, które dla uproszczenia nazywają "korupcją". Pracownicy i osoby postronne tym samym stały się przedmiotem ich zawodowej paranoi.

Na przykład w przypadku Niemieckiej Kolei zwalczanie korupcji było często jedynie pretekstem do tego, by szpiegować krytyków bądź potencjalne przecieki do prasy powstrzymać. Nawet tropienie potencjalnych naruszeń obowiązku uzyskania pozwolenia na poboczną działalność zarobkową było wewnątrz firmy uzasadniane chęcią walki z korupcją. Już dawno zuchwałość prywatnych detektywów prześcignęła dociekliwość państwowych śledczych. Prawa podstawowe jedynie w tym przeszkadzają.

Czym dla państwa było podejrzenie o działalność terrorystyczną, dla niektórych przedsiębiorstw stanowiło podejrzenie o korupcję. Różnicą jednak jest, że dociekliwym śledczym pracującym na rzecz państwa regularnie na ręce patrzy niemiecki Trybunał Konstytucyjny. Nie mogą oni, ku swemu niezadowoleniu, dać ujścia swoim wszelkim możliwym obsesjom, gdyż są ciągle pohamowywani. Urzędowe środki bezpieczeństwa utrudniają nadużycie posiadanych informacji.

Prywatnym śledczym, którzy podobnie jak ich pracujący dla państwa koledzy, chętnie zajmują się rzekomymi interesami bezpieczeństwa, jeszcze nikt w ręce nie wpadł. W ich kręgach ochrona informacji jest równoznaczna z ochroną sprawców. Przychodzi im to o tyle łatwo, że wielu tych pracowników wcześniej pracowało w policji, bądź tajnych służbach, gdzie nie pozostawiano im na tyle swobody działania, ile by chcieli.

Już dawno powstały luki prawne, w których pozwalają sobie działy prawne, rewizyjne lub bezpieczeństwa. Skandale z koleją, z Telekomem, czy z Lidlem mają swoją specyfikę, swoje szczególne okoliczności zaistnienia. Osoby postronne w ich analizowaniu mogą się łatwo zgubić w labiryntach korytarzy tych przedsiębiorstw.


Źródło: sueddeutsche.de (4.06.2009)